Bóg i człowiek w poezjach Karola Wojtyły – Jana Pawła II – cz. IV

IV. ŚWIADECTWO CHRZEŚCIJANINA

Udział w pracach Soboru Watykańskiego II w latach 1962-1965 oraz nominacja na Arcybiskupa Metropolitę Krakowskiego wyznaczyła nowy etap w życiu ks. Karola Wojtyły, który stał się bezpośrednim przygotowaniem do podjęcia misji Piotra naszych czasów. Doświadczenie Kościoła powszechnego, kontakty z Ojcami Soborowymi z całego świata oraz liczne podróże, a szczególnie do Ziemi Świętej ubogaciły Biskupa krakowskiego o nowe przeżycia, które znalazły odzwierciedlenie w jego poezjach. Utwory poetyckie odbijają wewnętrzny proces Poety stającego się mężem Kościoła, który bierze na swoje ramiona odpowiedzialność za wiarę i wspólnotę ludzi wierzących.
W latach 60-tych ks. abp Karol Wojtyła publikuje zawsze pod pseudonimem nowe utwory poetyckie, w których podejmuje problematykę narodową w kontekście wiary chrześcijańskiej. Wypowiada się zasadniczo na temat obecności Chrystusa w życiu społecznym, a jednocześnie powraca do osobistych tematów doświadczenia bliskości Zbawiciela. Dojrzały poeta patrzy również odważnie w przyszłość myśląc o swojej śmierci. Temat ten powróci z nową siłą w „Tryptyku rzymskim”. Poeta zawsze ma świadomość dojrzewania we wierze i potrzeby dawania świadectwa.

1. Tajemnica chrztu – „Wigilia wielkanocna 1966″

Kolejny poemat zatytułowany „Wigilia wielkanocna 1966″ opublikował ks. abp Karol Wojtyła w wiosennym numerze „Znaku” w 1966 pod pseudonimem A.J. [Andrzej Jawień]. Data umieszczona w tytule jest wymowna, ponieważ wskazuje na rok Millenium chrztu Polski, obchodzone bardzo uroczyście w całej Ojczyźnie z inicjatywy Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. W czasie Świat Wielkanocnych wypadała rocznica chrztu króla Mieszka I, który miał miejsce 14 kwietnia 966 roku w Gnieźnie. W tym samym czasie władze komunistyczne świętowały 1000-lecie państwowości Polski nadając uroczystościom charakter laicki i pomijając milczeniem obchody kościelne. Kościół Polski z Prymasem Wyszyńskim i wszystkimi biskupami podkreślał, że tysiąc lat historii Ojczyzny jest ściśle związane z chrześcijaństwem.
Poemat „Wigilia wielkanocna 1966″ jest literackim przypomnieniem historycznego wydarzenia przez ks. abpa Karola Wojtyłę. Należy do nielicznych utworów tamtego okresu, poświęconych wydarzeniu chrztu Polski. Autor patrzył na chrzest Polski i jej tysiącletnią historię w świetle Zmartwychwstania Chrystusa. Odwoływał się do tradycji mesjańskiej mającej swoje korzenie w Romantyzmie. Widziała ona Polskę jako Chrystusa narodów, pogrzebanego przez swoich wrogów, powstającą z martwych jak Zbawiciel. Jeszcze bliższym kontekstem dla „Wigilii paschalnej 1966″ jest dramat Stanisława Wyspiańskiego „Akropolis”, którego akcja rozgrywa się na zamku wawelskim w czasie nocy Paschalnej. Do tego utworu odwoływał się młody Karol Wojtyła w dramacie „Jeremiasz”, napisanym w 1940 roku.
W swoim poemacie Autor staje jednak ponad mesjanizmem romantycznym, który widział Polskę jako Mesjasza narodów. Patrzy na historię Polski, by odkrywać w niej losy człowieka, który realizuje swoje człowieczeństwo w relacji do Boga. Człowiek uwarunkowany historycznie i narodowo wchodzi w tajemniczą relację z Bogiem, w której realizuje siebie.
Poemat składa się z siedmiu części, z których każda zwiera mniejsze utwory poetyckie. W pierwszej części zatytułowanej „Inwokacja”, Autor prowadzi wewnętrzny dialog z sobą samym pytając, jaka jest jego relacja do historii Polski. Staje obok historyków: Thietmara z Merseburga i Wincentego Kadłubka. Przygląda się wykopaliskom z Wiślicy dotykając najstarszej historii, „korzenia własnego drzewa”. Szuka swoich początków – sensu swojego życia: „Drzewo jest ciałem fizycznym. Historia ludzi takich jak ja szuka swojego Ciała” („I. Inwokacja, 1. Rozpoczyna się rozmowa z sobą”, s. 145). Poeta – współczesny człowiek sięga do przeszłości, by przez historię poznawać siebie.
Patrząc na dzieje Poeta stwierdza, że człowiek trwa na świecie krócej niż drzewo, ale jego życie jest przedłużane w pokoleniach, które były i które przychodzą. Z obserwacji historii wyprowadza wniosek, że człowiek trwa na dwóch poziomach: w sobie i w Bogu. Oba te wymiary łączą się w jedno tworząc historię człowieka złączonego z Bogiem: „Każdy w historii traci swe ciało i każdy odchodzi ku Tobie. W chwil odejścia każdy jest większy niż dzieje, których cząstkę stanowi” („I. Inwokacja, 2. Rozpoczyna się rozmowa z Bogiem”, s. 144). Dzięki zjednoczeniu z Bogiem człowiek paradoksalnie w chwili śmierci przekracza czas i ograniczenia stając się częścią nieskończoności Boga. Człowiek przetrwa w Bogu, chociaż jego życie ziemskie jest krótsze niż życie drzewa.
W wewnętrznym dialogu z materialistą, poeta polemizuje ze stanowiskiem tych, którzy wierzą tylko w materialną egzystencję świata. To prawda, że ciało podlega rozkładowi i ginie, ale pozostają jeszcze rzeczy, które należały do człowieka. On świadczą o nim: „Rzeczy nie są śmiercią osób, człowiekowi pozostaje nieśmiertelność rzeczy” („I. Inwokacja, 3. Rozpoczyna się rozmowa z człowiekiem”, s. 144). W człowieku jest jednak jeszcze coś więcej. Coś, co nie umiera – jego człowieczeństwo. Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek przyjmując ludzka naturę ocalił również cielesny wymiar życia od przemijania: „Nie odłączaj ludzi od Człowieka, który stał się Ciałem ich historii: tego, co na wskroś człowiecze, nie ocalą rzeczy – tylko Człowiek” („I. Inwokacja, 3. Rozpoczyna się rozmowa z człowiekiem”, s. 144). Chrystus, który umarł na krzyżu, pokonał śmierć otwierając przed człowiekiem nową perspektywę wieczności.
Pierwsza część „Wigilii wielkanocnej 1966″ kończy się modlitwą do Chrystusa: „Do Ciebie wołam, Człowieku, Ciebie szukam – w którym historia ludzi może znaleźć swe Ciało” („I. Inwokacja, 4. Właściwa inwokacja…”, s. 145). On jest obrazem życia i śmierci. W Nim historia odnajduje swój sens, a człowiek swoje przetrwanie.
W drugiej części „Opowieść o drzewie zranionym”, abp Wojtyła powraca do historii Polski przez przywołanie osoby pierwszego króla Mieszka. On jest jakby ogrodnikiem, który na starym drzewie słowiańskim zaszczepił wiarę w Jezusa Chrystusa dla przyszłych pokoleń: „Skosztuje syn, skosztują wnuki, prawnuki” („II. Opowieść o drzewie zranionym, 1, s. 146)”. Chociaż był świadomy, że nie skosztuje owoców z nowych szczepów, jednak z ufnością nacinał gałęzie wierząc, że nowy szczep, nowe drzewo – krzyż – przyniesie obfity plon.
Słowiańskie drzewo, w które zostało wszczepione drzewo krzyża pyta, dlaczego ma przyjmować nową gałąź, dlaczego ma dawać swoje odżywcze soki. Mimo zdziwienia wyraża zgodę na przyjęcie drzewa krzyża. Zgadza się, by ono rosło w następnym pokoleniu wnuków i prawnuków. Wszczepione drzewo przemawia do pnia: „…nie lękaj się, gdy umieram – nie lękaj się ze mną umrzeć, nie lękaj się śmierci – bo patrz, odżywam: śmierć tylko dotknęła kory” („II. Opowieść o drzewie zranionym, 4, s. 147)”. Drzewo wszczepione w pień słowiański jest obrazem drzewa krzyża i symbolem chrześcijaństwa, które zostało wprowadzone do krwioobiegu życia społecznego i osobowego słowiańskiej Polski. Drzewo krzyża obejmuje przeszłe i przyszłe pokolenia. Daje ciągle nowe życie.
W trzeciej części, zatytułowanej „Spojenia”, poeta przypomina duchowy wzrost Polski, w którą przez chrzest Mieszka weszło chrześcijaństwo przynosząc nowe życie i jednocześnie otwierając przed całym narodem nowe horyzonty duchowe. Duchowy rozwój tego szczepu słowiańskiego wydał Kopernika, który zmienił wizję świata. W mentalności Polaków Mieszko dokonał „kopernikańskiego” przewrotu, ponieważ zaprowadził ludzi poddanych bóstwom do Boga, który przemówił ich językiem: „Gdy szukał bóstw w spojeniach świata i niewiadomych losu, gdy do wielu docierając bóstw, wypowiadał z lekiem imiona… stało się jawne, że Bóg nie mieszka w spojeniach świata, w zawiłościach ludzkiego losu, lecz przemawia własnym językiem” („III. Spojenia”, s. 148). Król Mieszko dokonał mądrego wyboru, przez który wyprowadził swoich poddanych ze ciemnych zakamarków przesądu i lęku przed bóstwami. Chrzest Polski stał się tym momentem przełomowym, gdy Bóg przemówił do Mieszka w jego języku, a on mógł Mu odpowiedzieć. Przez chrzest Mieszko i jego poddani weszli w tajemnicę Ojcostwa Bożego, poczuli się dziećmi jedynego Boga. Zostali wprowadzeni w misterium Słowa i Miłości.
Chrzest wiąże się w dziejach Polski z kształtowaniem się nowożytnego języka, który jest zdolny wyrazić to, co czuje dusza. Poeta pochyla się nad tajemnicą duszy, w której dokonywało się stapianie pojęć i znaczeń ze słowami: „Jak zaczęło w tej fali brzmieć słowo „Bóg” i jak zaczęło znaczyć, nim doszło do znaczenia, jakie ma w odwiecznym Słowie? („IV. Rozwój języka”, s. 149). Ważną rolę w tym procesie łączenia pojęć i brzmienia odegrało serce i zaangażowanie emocjonalne człowieka. W tym duchowym procesie następowało utożsamienie doświadczenia Ojcostwa, Słowa i Miłości ze znakiem pisanym lub wypowiedzianym. Doświadczenie Boga objawienia przyniosło w dziejach Polski „jedność” i tożsamość narodową.
Piata cześć poematu zatytułowana „Echo pierworodnego płaczu” została poświęcona rozważaniom o wolności. Doświadczenie wiary w Boga, które przyniosło jedność i tożsamość na poziomie mowy, uczuć, idei, pojęć i pragnień nie zniszczyło wolności człowieka. Nie odebrało mu prawa do decydowania o sobie samym. Poeta zauważa, że człowiek który przyjmuje Boga wiary tym bardziej uświadamia sobie swoją wolność, która jest prawem do wybierania między dobrem i złem. W Bogu człowiek jeszcze jaśniej widzi prawo do wyboru: „Zostałeś dla nas na zawsze w znaku naszych rozszczepień. W znaku naszych rozszczepień objawia się Twoja jedność, jedność Człowieka i Słowa” („V. Echo pierworodnego płaczu. 1″, s. 150). Jednocześnie uświadamia sobie wewnętrzne pęknięcie, nazywane „rozszczepieniem”, które jest skutkiem grzechu pierworodnego. Konsekwencje źle wykorzystanej wolności pierwszych rodziców niosą również Polacy w swojej historii: „Po latach, po tysiącu lat, przyniesiemy Ci bogactwo chceń, przyniesiemy Ci bogactwo klęsk (wola, wola: płacz pierworodny zalega dno historii” („V. Echo pierworodnego płaczu. 1″, s. 150). Człowiek nieustannie jest wzywany do wypełnienia wolności miłością, ponieważ tylko w ten sposób może uchronić się przed błędami, jakie niesie ze sobą źle wykorzystana wolność.
Wolność dla Poety jest próżnią, którą człowiek musi nieustannie wypełniać treścią. Ona jest jak wielka próżnia, która w każdej chwili może stać się wielkim nieszczęściem dla człowieka: „…na tej próżni łamano piony i ścieśniano horyzonty – granice wolności – wolność potwierdzała się wciąż – wolność przewyższała ludzi…” („V. Echo pierworodnego płaczu. 2″, s. 151). Dar wolności może być źle wykorzystany przez człowieka. Może stać się zagrożeniem dla samego człowieka jako samowola, pragnienie realizowania egoistycznych pragnień i ograniczanie wolności drugiego człowieka. Źle wykorzystana wolność prowadzi do upadku człowieka i poniżenia jego godności. Odpowiedź na pytanie, jak wykorzystać wolność dał Chrystus na Krzyżu. On stał się miarą wolności dla człowieka, ograniczając ją przez odrzucenie zła i poszerzając do granic nieskończoności przez całkowity dar z siebie.
W szóstej części zatytułowanej „Obrzęd” Biskup-Poeta śpiewa hymn na cześć ziemi, w której człowiek zakorzenia swoje istnienie, ale nie może się całkiem z nią utożsamić: „Gdy w niej się zakorzeniasz na życie i śmierć – wtedy ona ściera ciebie na proch” (VI. Obrzęd, 1″, s. 151). W ziemi jest zawarty „przymus istnienia”, miłość jednak wyrywa człowieka z tego przymusu. Wynosi go ponad poziom śmierci. Człowiek otrzymał życie, które tryska z ziemi, jak źródła wód. Woda jest symbolem życia mocniejszego od śmierci: „Woda mówi bardziej o trwaniu niżeli o przemijaniu” (VI. Obrzęd, 2″, s. 152).
Biskup-Poeta przypomina, że człowiek odkrywa prawa rządzące ziemią zdobywając Mądrość, która mu mówi, że życie jest mocniejsze od śmierci. Znakiem tego zwycięstwa jest światło, które nie pochodzi z ziemi: „Z wierności dla ciebie, ziemio mówię o świetle, którego ty dać nie możesz, mówię o ŚWIETLE: bez niego nie spełni się CZŁOWIEK” (VI. Obrzęd, 3″, s. 153). Światło staje się znakiem nadziei pośród nieustannego procesu przemijania. Człowiek otrzymuje je od Boga stając się zdolnym stawić opór niszczącemu procesowi przemijania.
W części końcowej noszącej tytuł jak cały poemat „Wigilia wielkanocna 1966″ historia ziemi, wody i światła znajduje swoje rozwiązanie w Misterium Paschalnym. W noc wigilii Paschalnej człowiek staje się świadkiem walki światła z ciemnością, dobra ze złem i zwycięstwa Chrystusa: „Jest taka Noc…, jest to noc walki, jaką toczy w nas rozpacz z nadzieją” („VII. Wigilia wielkanocna 1966″, s. 154). W noc Paschy Chrystus-Światło schodzi do głębi ziemi pokonując ciemność i śmierć. Z głębi ziemi, z grobu Chrystusa bije światło Zmartwychwstania. Z czuwania przy Chrystusie w noc Paschy rodzi się Kościół, wspólnota wierzących, która jest znakiem zwycięstwa Chrystusa w historii.

2. Tożsamość narodowa – „Myśląc Ojczyzna…”

Poemat „Myśląc Ojczyzna…” został napisany w 1974 roku i od strony formy oraz treści kontynuuje „Wigilię wielkanocną 1966″. Został opublikowany po wyborze kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w 1979 roku pod pseudonimem Stanisław Andrzej Gruda . Utwór ma charakter poezji przechodzącej w medytację lub esej filozoficzny. Składa się z sześciu części zawierających mniejsze części liryczne lub refleksje o charakterze filozoficznym. Poeta stara się przy pomocy poetyckich obrazów wyrazić swoja relację do ziemi ojczystej i do siebie samego.
W krótkim utworze otwierającym poemat „Myśląc Ojczyzna…” autor deklaruje swoją miłość i przywiązanie do Ojczyzny, która jest wewnętrzna przestrzenią w jego sercu. Ojczyzna jest dla niego wielkim dobre, skarbem ukrytym na dnie duszy: „Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica, która ze mnie przebiega ku innym” („Myśląc Ojczyzna…”, s. 155). W tym pojęciu ukryta jest cała przeszłość i pragnienie poszerzania tej duchowej przestrzeni.
W drugiej części zatytułowanej „Gdy dokoła mówią językami…” Poeta dokonuje refleksji nad językiem, który w przeszłości był wspólny wszystkim ludzi. Z czasem jednak języki podzielił się jak strumienie, które mają w górach swoje źródła. Wśród wielości języków jest jeden „nasz własny”. Język Polaków wyrasta z ich myśli i tworzy duchowy dom, jedną rodzinę ludzi, którzy podobnie czują i myślą. Polacy mówiący swoim językiem stanowią wyspy „opłynięte oceanem powszechnej ludzkiej mowy”. Nawet jeśli w przeszłości wypływali jakby łożyskami rzek w świat, dziś rzeki te powysychały – zaniknął język i poczucie jedności z Polską. Język polski pozostaje trudnym językiem, ograniczonym do niewielkiej ilości ludzi. Inne narody nie zaczęły się uczyć polskiego, twierdząc, że jest on za trudny.
Język wyznacza świadomość i poczucie tożsamości narodowej: „Tak zwarci wśród siebie jedną mową, istniejemy w głąb własnych korzeni, czekając na owoc dojrzewań i przesileń” („Gdy dokoła mówią językami…3″, s. 156). Poeta nie czuje ograniczenia z powodu niewielkiego zasięgu ojczystego języka i pewnego „ograniczenia” z powodu dużego stopnia trudności języka polskiego. Jest dumny z tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie i z pewnej dozy tajemniczości, jaką tworzy język.
Ojczyzna to również polski pejzaż, w który wpisane są pola pszenicy. Poeta wspomina charakterystyczny dźwięk kosy, który z upływem czasu zamienia się głos kosiarki („Słyszę jeszcze dźwięk kosy”, s. 156). W ten sposób w kraju dokonują się nieuchronne przemiany.
W trzeciej części pod tytułem „Docieram do serca dramatu…” poeta przechodzi do refleksji historiozoficznej nad losami Ojczyzny. Z goryczą mówi o nadużywanym w dziejach darze wolności. Podkreśla, że ciągle trzeba o wolność walczyć: „Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać. Przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie” („Docieram do serca dramatu…1″ s. 156). Poeta powraca do czasów świetności narodowej, kiedy wolność przyjęta w dojrzały sposób wydała wspaniałe owoce. Wspomina jednak również epokę „złotej wolności”, która doprowadziła do rozbicia Ojczyzny i nieszczęść narodowych. W pamięci stają czasy heroicznej walki o wolność i bohaterowie, dla których „wolność jest droższa niż życie”. Na koniec prosi o przebaczenie tych, którzy związali swoje losy z losami Polski.
W „Refrenie” ojczyzna jawi się jako droga, która biegnie zboczem na szczyt, który nieustannie trzeba zdobywać. W tę polską rzeczywistość przed wiekami weszło chrześcijaństwo – „drzewo wiadomości dobrego i złego”. W ostatniej części „Myśląc Ojczyzna, powracam w stronę drzewa…” poeta podejmuje na nowo refleksję nad rolą chrześcijaństwa w dziejach Polski. Widzi w tej historii zwycięstwa i upadki. Przypomina o potrzebie wierności prawemu sumieniu i walki ze słabościami: „Słaby jest lud, jeśli godzi się ze swoja klęską, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina” („Docieram do serca dramatu…4″ s. 158). Czuwanie jest aktywnym oczekiwaniem na Tego, który jest Odkupicielem i nieustannie przychodzi.
Refleksja nad historią zwycięstw i klęsk prowadzi poetę do nadziei, która wyłania się z tajemnicy paschalnej. Jego przesłanie ma charakter uniwersalny, ponieważ dotyka nie tylko Ojczyzny, ale również wszystkich narodów oczekujących „nowej ziemi”.

3. Myśli eschatologiczne – „Rozważanie o śmierci”

„Rozważanie o śmierci” jest ostatnią poezją opublikowaną przez kard. Karola Wojtyłę przed wyborem na Stolicę Piotrową w trzecim numerze „Znaku” w 1975 roku pod pseudonimem Stanisław Andrzej Gruda . Poeta podejmuje ważny temat egzystencjalny, jakim jest śmierć. Patrzy na ten problem z punktu widzenia człowieka świadomego przemijania czasu oraz kapłana-duszpasterza, który staje wobec faktu śmierci w kontekście wiary w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.
Poemat składa się z czterech części podejmujących różne aspekty śmierci. W pierwszej części zatytułowanej „Myśli o dojrzewaniu” Poeta daje egzystencjalny opis umierania jako procesu dojrzewania do ostatecznego spotkania z Bogiem. Dojrzewanie to jest „zstępowaniem do ukrytego rdzenia”, któremu towarzyszy proces obumierania: „…wyciszają się takie komórki, którymi wrażliwość jeszcze się rozbudza, a ciało własną swoją pełnią dosięga brzegów jesieni” („I. Myśli o dojrzewaniu”, 1, s. 159). Proces zbliżania się do granicy jest nazywany przez Poetę „przybliżaniem powierzchni do dna”, „przenikaniem do głębi”. Na tym etapie obumierania ciała, dusza „sprzeciwia się śmierci” i wyraźniej szuka zmartwychwstania – dojrzewa do „trudnych spotkań”.
Zbliżanie się do śmierci jest zdaniem Poety zbliżaniem się do kresu i początku jednocześnie, ponieważ „kres uprawy zawiera się już w jej początku”. Fakt śmierci jest powrotem do początku. Temu zbliżaniu się do śmierci towarzyszy „bojaźń”, która może być przeżywana jako paniczny lęk, albo jako „początek mądrości”. Bojaźń nie jest ucieczką, kiedy przechodzenie dokonuje się w miłości: „Przenikamy do tej przestrzeni, odchodzimy od tego początku i tak wracamy powoli: dojrzałość jest bowiem w miłości, która przemienia bojaźń” („I. Myśli o dojrzewaniu”, 2, s. 159). Miłość jest szansą dojrzewania w spokoju do ostatecznego spotkania.
Poeta antycypuje moment przejścia wyobrażając sobie go jako dojście do „brzegów jesieni”. Widzi jednocześnie bojaźń i miłość, które w momencie śmierci będą się ścierać ze sobą. Bojaźń jest formą obrony przed śmiercią i próbą powrotu do „istnienia”, do bycia, z którym człowiek oswoił się w swoim życiu i jeszcze tle się w sercu. Z drugiej strony pojawia się miłość, pociągająca człowieka w stronę Boga, w którym „istnienie znajduje całą swą przyszłość”. Człowiek idzie jakby po linie pomiędzy przeszłością i przyszłością: „Gdy znajdziemy się u brzegów jesieni, bojaźń i miłość wybuchną przeciwnym sobie pragnieniem” („I. Myśli o dojrzewaniu”, 3, s. 160). Poetyckie słowa dotykają dramatu odchodzenia i śmierci. Dojrzewanie do tego momentu oznacza pragnienie spotkania ze Stwórcą.
W drugiej części Poeta staje wobec Misterium Paschalnego, by szukać odpowiedzi na dramatyczne pytanie o śmierć. Najpierw stwierdza, że nie da się zatrzymać procesu przemijania: „Nurtów mijania nie zatrzymasz. Jest ich wiele, biegną wokół, tworzą pole, w którym przemijasz sam, pogodzony, bo jednak coś wzbiera, bo rośnie wokoło świat” („II. Misterium Paschale”, 1″, s. 160). Śmierć jest faktem oczywistym. Człowiek obserwując przemijanie świata oswaja się z koniecznością śmierci. Za egzystencjalistami powtarza prawdę, że życie jest zmierzaniem ku śmierci. Człowiek jednak szuka nadziei: „…sam opadniesz poniżej, to wiesz na pewno i w proch się obrócisz, to wiesz na pewno – istniejesz stale ku śmierci, istniejąc ku przyszłości, ona stale wstępuje w twój nurt” („II. Misterium Paschale”, 1″, s. 160). Stając wobec konieczności śmierci, Poeta pyta, czy ona może wyzwolić człowieka z konieczności przemijania.
Odpowiedź na ten dylemat przemijania i zmierzania ku śmierci znajduje w Tajemnicy Paschalnej, która paradoksalnie prowadzi od śmierci do życia. Doświadczenie pokazuje, że człowiek przemija od życia do śmierci: „Misterium Paschale – tajemnica Przejścia, w której jest odwrócony porządek mijania, gdyż przemija się od życia ku śmierci” („II. Misterium Paschale”, 2″, s. 161). Chrystus odwrócił jednak ten porządek w swojej śmierci i Zmartwychwstaniu. Moment „przejścia” pozostaje jednak tajemnicą, którą potwierdził Chrystus i wszyscy, którzy doświadczyli śmierci. Jedynym dowodem jest Eucharystia – Pamiątka Przejścia.
W Misterium Paschale Poeta powtarza jak refren słowa: „Nurtów mijania nie zatrzymasz”, podkreślając nieuchronność przemijania. W to prawo obumierania wpisany jest jednak wzrost, ponieważ śmierć prowadzi do życia. Chrystus zmienił kierunek mijania: „JEDEN z nas wielu przeszedł w poprzek wszystkich nurtów mijania i zmienił kierunek pola, w którym przemija każdy” „II. Misterium Paschale, 4″, s. 162). Pascha Chrystusa jest punktem zwrotnym w całym procesie przemijania. Tę tajemnicę odkryli Apostołowie – Piotr i Jan – którzy biegli do grobu niedowierzając swoim oczom. Poeta widzi tu pewne podobieństwo do pasterzy, którzy poszli do Betlejem, by stwierdzić „przyjście” na świat Syna Bożego. Apostołowie z grobu szli doliną Cedronu, przez Ogród Oliwny na Górę, jakby przechodząc kolejne ogniwa Męki, która doprowadziła do Śmierci. Wszystkie te miejsca są dla poety świadkami prawdziwości „przejścia” Chrystusa. One pomagają człowiekowi odkryć w sobie duchowe miejsce dla jego własnego przejścia: „[Chrystus] Zapoczątkował w nich miejsce urodzin i miejsce życia odsłonił w każdym człowieku, które przerasta nurt mijania, które przerasta śmierć” („II. Misterium Paschale, 4″, s. 162). To miejsce w duszy człowieka jest otwarte na tajemnicę zmartwychwstania. Jest jak zaczyn, który rośnie dzięki wierze.
W trzeciej części, zatytułowanej Bojaźń, która leży u początku Poeta powraca do pierwotnego lęku, który jest związany z istnieniem człowieka. Pojawia się na początku i rośnie z czasem dojrzewania do śmierci. Człowiek jednak niesie w sobie oczekiwanie pełne nadziei: „Obsuwając się w śmierć, odsłaniam oczekiwanie i oczy utkwione w jedno miejsce i w jedno zmartwychwstanie, jednakże wieko ciała zamykam i pewnik jego rozkładu powierzam ziemi” („III. Bojaźń, która leży u początku, 1″, s. 163). Wobec nieuniknionej prawdy o śmierci i zniszczeniu ciała, nadzieją jest Bóg, który może „ciała nasze odebrać ziemi z powrotem”.
Konieczności przemijania Poeta przeciwstawia wiarę w Chrystusa, który przeszedł bramy śmierci. Tylko Chrystus „może ciała nasze odebrać ziemi z powrotem”. Wiara w Chrystusa staje się szansą pokonania lęku przed śmiercią: „Ostatnie słowo wiary, która wychodzi naprzeciw konieczności mijania – słowo, które odpowiada na zapis niesprzeczny z istnieniem (sprzeczna jest właśnie śmierć)” („III. Bojaźń, która leży u początku, 2″, s. 163). Wiara w Boga, która pozwala Go doświadczać przez zasłonę, jest codziennie przeciwstawiana śmierci i przemijaniu.
Trzecia część „Rozważania o śmierci” kończy się modlitwą prośby do Boga o wiarę, która pozwoliłaby pokonać lęk ciała i przyjąć z odwagę tajemnicę śmierci. Jest to jednocześnie prośba o umocnienie ducha doświadczającego własnych lęków związanych z poznawaniem Boga.
W czwartej części – „Nadzieja, która sięga poza kres” – Poeta zwraca się do nadziei, która jest przeciwstawiona śmierci. Pozwala ona ze spokojem oczekiwać świata i nadaje sens codziennym wysiłkom. Nadzieja jest jak promień światła, który wychodzi z pustego grobu Chrystusa i jest jak „przestrzeń wielkiej tajemnicy”. W tej rzeczywistości pojawia się Chrystus, który nadaje sen przemijaniu ciała i śmierci: „W przestrzeni tej, w najpełniejszym świata wymiarze, JESTEŚ i wtedy ja mam sens i moje w grób opadanie i przechodzenie w śmierć – a rozpad, który mnie czyni prochem niepowtarzalnych atomów, jest cząstką Twojej Paschy” („IV. Nadzieja, która sięga poza kres, 2″, s. 164). Poeta idzie drogą przyglądając się rzeczywistości, która go otacza. Doświadczając przemijalności świata stara się dostrzec Oblicze Chrystusa, przez którego odzyskuje na nowo nadzieję.
W śmiecie przemijania i rozpadu, nadzieja pozwala poecie oderwać się od unicestwienia. Nadziei nie może potwierdzić żadne doświadczenie ani wiedza ludzka. Ona buduje się na Zmartwychwstaniu: „…i zmagam się z tylu ludźmi o mą nadzieję – mej nadziei nie potwierdza we mnie żadne złoże własnej tylko pamięci, nadziei w zwierciadle mijania nie odtwarza nic, tylko Twoje Przejście paschalne” („IV. Nadzieja, która sięga poza kres, 4″, s. 165). Nadzieja wyrywa „ja” poety z objęć śmierci i przemijania. Codziennie opiera swój lęk na Słowie i zapomina o bólu przemijania i niepewności losu.
Poeta doświadcza wielkiego tchnienia Wichru – mocy Ducha Świętego, który otwiera jego serce na działanie Paschy – „PRZEJŚCIA”. Zmartwychwstanie Chrystusa rodzi w jego sercu nadzieję i staje się fundamentem, na którym buduje swoją teraźniejszość i przyszłość. Nadzieja przeciwstawia się śmierci. Poemat staje się dla poety sposobem wyrażenia swojej wiary w życie wieczne w Bogu i jednocześnie świadectwem osobistego poszukiwania odpowiedzi na dramat śmierci.

4. Oblicze Chrystusa – „Odkupienie szuka Twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi”

Jeden z ostatnich poematów napisanych przez kard. Karola Wojtyłę pt. „Odkupienie szuka Twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi” został napisany w 1978 roku a opublikowany na łamach znaku w 1979 roku, już po wyborze na Stolicę Piotrową . Utwór składa się z czterech części i ma charakterystyczną formę krótkich wersów, które przechodzą w prozatorskie rozważania filozoficzno-religijne.
Poeta podejmuje wewnętrzny dialog z Weroniką, która według tradycji chrześcijańskiej zbliżyła się do Pana Jezusa i otarła jego twarz w czasie drogi krzyżowej. Weronika, podobnie jak Szymon z Cyreny, znalazła się na „szlaku Chrystusa” zmierzającego na Golgotę i stała się świadkiem wielkiej tajemnicy. Dotykając Chrystusa, sama została dotknięta przez dzieło Odkupienia. W odróżnieniu do Szymona, ona podeszła dobrowolnie do Jezusa, by wyświadczyć Mu dzieło miłosierdzia.
Część pierwsza poematu zatytułowana „Weronika” jest zapisem osobistej refleksji mówiącej o przemijaniu świat. Poeta jest nieustannie świadkiem tego procesu przeżywając go w swoim wnętrzu. Przemijanie powoduje w nim wewnętrzne pęknięcie, któremu pragnie nadać sens: „…tędy wciąż upływa ziemia, powszednie dni zostają: pomiędzy mną a ziemią jest ciągłość zarazem i „hiatus”, najciekawsze pęknięcie wszechświata…” („I. Weronika, 1″, s. 167). To wewnętrzne pęknięcie w człowieku powoduje, że szuka nieustannie swojego celu. Myśl poety, pełna tęsknoty za Bogiem jest tym, co wyrywa go z biegu „powszednich dni”. Ona pozwala mu wchodzić w siebie i wychodzić w przestrzeń, gdzie szuka ludzi i Boga. W tej rzeczywistości spotyka Weronikę, z którą podejmuje rozmowę: „Tutaj czekam na twoje dłonie pełne codziennych poczynań, tutaj czekam na twoje dłonie trzymające zwyczajne płótno” („I. Weronika, 4″, s. 168). Jej gest otarcia twarzy Chrystusowi nabiera szczególnego znaczenia jako akt miłości bezinteresownej. Weronika nie pragnęła żadnej sławy. Przełamała swój lęk i podeszła do skazańca, aby wyrazić mu współczucie.
Dzięki gestowi Weronik otarcia twarzy Chrystusa, zauważa Poeta, każdy człowiek ma szansę odkryć moc bezinteresownej miłości i wielkość swojego człowieczeństwa. Każdy człowiek musi na nowo odkrywać ukryte możliwości: „Żaden człowiek nie ma ścieżek gotowych. Rodzimy się jak gąszcz, który może zapłonąć podobnie jak krzak Mojżesza lub może uschnąć” („II. Siostra, 2″, s. 169). Gest bezinteresownej miłości trzeba nieustannie pielęgnować w swoim sercu, aż stanie się on naturalnym odruchem i codzienną potrzebą. W takiej miłości dawanej z serca Poeta odkrywa „ziarno wieczności”.
W czwartej części Poeta rozważa tajemnicę imienia Weroniki. Zastanawia się nad tym, co przeżywała, gdy zbliżała się do Jezusa niosącego krzyż: „Idąc z wszystkimi, którzy szli w kierunku miejsca Skazania – czy zaczęłaś się nagle przedzierać, czy też przedzierałaś się od początku? Od jak dawna? – powiedz, Weroniko” („III. Imię, 1″, s. 170). Poeta nazywa Weronikę „siostrą” dostrzegając w jej sercu wielkie pragnienie bycia blisko, współczucia Jezusowi i niesienia pomocy. Już w jej spojrzeniu na Jezusa kryje się wielka miłość, którą potwierdziła odważnym działaniem. Obraz Jezusa zapisał się w jej sercu. Miłość pozwoliła jej dotrzeć do Pana Jezusa, pokonać strach i wejść w bliską relację, której symbolem jest odbicie twarzy na chuście. Chusta Weroniki odzwierciedla wołanie wielu kochających serc, które szukają Jezusa.
Punktem kulminacyjnym poematu jest część czwarta, zatytułowana „Odkupienie”. Poeta zauważa, że po przejściu Jezusa, Weronika została sama z chustą w ręku. W jej sercu wytworzyła się próżnia, która nieustannie szuka bliskości Chrystusa: „On odszedł. Kiedy odchodzi człowiek, bliskość ulatuje jak ptak, w nurcie serca zostaje wyrwa, w którą się wdziera tęsknota. Tęsknota – głód bliskości” („IV. Odkupienie, 2″, s. 171). Chrystus pozostał jednak w tajemnicy Odkupienia i przechodzi przez człowieka. Przynosi pokój, który wynika ze zjednoczenia z Panem Jezusem.
Poeta kończy swoje rozważania o obecności Oblicza Chrystusa refleksją na tajemniczym płótnem Weroniki. Ono stało się punktem poszukiwania Tego, który odbił swoją twarz: „Odkupienie szukało twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich” („IV. Odkupienie, 4″, s. 172). Odkupienie wchodzi w życie każdego człowieka tworząc w jego sercu wewnętrzną przestrzeń, którą może wypełnić tylko Chrystus.

5. Owoce wiary – „Stanisław”

Ostatnim utworem poetyckim napisanym przez kard. Karola Wojtyłę i opublikowanym po jego wyborze na papieża był „Stanisław”. Tytuł poematu wskazuje na św. Stanisława, biskupa i męczennika, którego następcą był w Krakowie w latach 1963-1978. Kard. Wojtyła przygotowywał w Archidiecezji Krakowskiej jubileusz 900-lecia męczeńskiej śmierci św. Stanisława na 1979 rok. Rocznicę tę obchodził jako papież w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w czerwcu 1979 roku. W 1972 roku w rocznicę nominacji św. Stanisława na stolice biskupią w Krakowie, kard. Wojtyła rozpoczął przygotowania do jubileuszu jego śmierci.
Św. Stanisław jawi się w poemacie kard. Karola Wojtyły jako „pierwszy dojrzały owoc” chrześcijaństwa w Polsce. W niecałe sto lat od chrztu, który przyjął król Mieszko I, Polska wydała męczennika potwierdzając swoje związanie z Chrystusem i gotowość świadczenia o Nim wobec narodów. To świadectwo pierwszego męczennika polskiego stało się okazją do snucia paraleli między historią pierwszych wieków naszej Ojczyzny i czasami współczesnymi. Jednocześnie należy zauważyć, iż kard. Wojtyła swoim poematem włączył się w żywą dyskusję, na temat relacji między władzą reprezentowaną przez zabójcę – króla Bolesława Śmiałego, a autorytetem duchowym Kościoła. Arcybiskup krakowski widział św. Stanisława jako punkt autorytet moralny wskazujący na potrzebę podporządkowania prywatnych interesów Bożemu prawu i jednocześnie odniesienia dla ówczesnych dyskusji na temat roli Kościoła w państwie.
Autor poematu „Stanisław” snuł jednocześnie refleksje o niezwykłej relacji między misją biskupa-męczennika i pokutującego króla-zdrajcy, która zaciążyła nad całą historia Polski. Męczeńska śmierć św. Stanisława stała się dla Polski ważnym momentem w zdobywaniu tożsamości chrześcijańskiej i narodowej. Postawa króla pokutnika nie podważyła autorytetu władzy, lecz ukazała jej moc w świetle wiary w Jezusa Chrystusa. Poemat „Stanisław” po „Wigilii Paschalnej” i „Myśląc Ojczyzna”, stał się trzecim, ważnym komentarzem kard. Karola Wojtyły do historii Polski.
Utwór składa się z dwóch części o nierównej długości. Pierwsza część, znacznie dłuższa, jest próbą opisania Kościoła i jego natury. Biskup-Poeta opisuje Kościół z perspektywy osobistego doświadczenia oraz w świetle historii Polski. Autor przeżywa bardzo głęboko fakt narodzin Kościoła w swoim sercu: „Pragnę opisać Kościół – mój Kościół, który rodzi się wraz ze mną, lecz ze mną nie umiera – ja też nie umieram z nim” („Stanisław, I, 1″, s. 173). Kościół jest tu pojmowany jako rzeczywistość Bosko-ludzka, która istnieje dzięki Bogu ponad czasem otwierając perspektywę na przeszłość i na przyszłość. Jest on sakramentem, czyli znakiem obecności Boga w świecie. Dzięki Kościołowi chrześcijanin jest zakorzeniony w Bogu, „który jest Ojcem”.
Kościół, rzeczywistość Bosko-ludzka złączył się z konkretna przestrzenią na ziemi leżącej „w dorzeczu Wisły”. Dzięki temu, zauważa poeta, wszystko co ludzie przeżywają na ziemi znajduje swoje odbicie w niebie. Kościół bowiem niesie w sobie – w sakramentach – Jezusa Chrystusa, Boga. To wiązanie się z Bogiem dokonuje się poprzez indywidualne decyzje ludzi żyjących na tej ziemi. Szczególne miejsce wśród pierwszych chrześcijan na polskiej ziemi zajmuje św. Stanisław: „Pragnę opisać mój Kościół w człowieku, któremu dano imię Stanisław” („Stanisław, I, 2″, s. 174). Biskup Stanisław swoją krwią potwierdził związanie z Kościołem, sakramentem Chrystusa na ziemi. Potwierdził tym samym chrzest z wody, który miał miejsce sto lat wcześniej.
Poeta opisuje moment śmierci męczeńskiej św. Stanisława wchodząc głęboko w jego sytuację. Zgodnie z tradycją, Biskup krakowski został zamordowany mieczem Bolesława w czasie kiedy sprawował Najświętszą Ofiarę: „Na glebie ludzkiej wolności już rodziło się Ciało i Krew, przecięte mieczem królewskim w samym rdzeniu kapłańskiego słowa, przecięte u podstaw czaszki, przecięte w żywym pniu… Ciało i Krew nie zdążyły jeszcze się narodzić – miecz ugodził o kielich z metalu i pszenny chleb” („Stanisław, I, 4″, s. 174). Śmierć biskupa Stanisława miała symboliczny wymiar. Z jego męczeńskiej krwi zjednoczonej z Krwią Chrystusa narodził się nie tylko Kościół, ale również tożsamość narodowa.
Biskup-Poeta wczuwa się w sytuację króla Bolesława. Kościół nie narodził się ze słowa skarcenia Biskupa Stanisława przez króla, lecz z uderzenia jego miecza, który zadał śmierć: „[Kościół]… narodzi się z miecza. Z mego miecza, który przetnie w połowie Twe słowa, narodzi się z krwi rozlanej…” („Stanisław, I, 5″, s. 175). Duch Święty połączył w jedno wydarzenia przelanie krwi przez Biskupa ze Słowem Chrystusa głoszonym przez kapłanów. Dzięki męczeńskiej śmierci Słowo otrzymało nową moc prowadzenia do Chrystusa.
W kolejnej zwrotce Poeta patrzy na to historyczne wydarzenie z perspektywy Męczennika wchodząc w jego sytuację. Biskup Stanisław był przekonany, że król przyjmie pokutę i odmieni swoje życie. Słowo Biskupa nie wpłynęło jednak na zmianę postawy króla. Potrzebna była męczeńska śmierć: „Słowo nie nawróciło, nawróci krew” („Stanisław, I, 5″, s. 175). W pierwszym wieku chrześcijaństwa krew Męczennika okazała się decydująca w przyjęciu wiary w Chrystusa.
W drugiej części poematu „Stanisław” ks. kard. Wojtyła przedstawia szeroką perspektywę Ojczyzny, którą przemierza wzdłuż i wszerz. Zachwyca się jej krajobrazem, a potem spogląda na ludzi stwierdzając, że jest to „ziemia trudnej jedności”, ziemia podzielona na części przez książąt, ziemia rozerwana na części w czasie rozbiorów. Jest to jednak ziemia, która trwa w duszach Polaków: „Ziemia poprzez rozdarcie zjednoczona w sercach Polaków” („Stanisław, II, 3″, s. 176). Poeta kończy stwierdzeniem, że imię Stanisław zostało dane dla wszystkich Polaków.
Ostatni utwór poetycki kard. Karola Wojtyły przed jego wyborem na Stolicę Piotrową jest wielkim hymnem na cześć wiary w Boga, objawionej w Jezusie Chrystusie. Św. Stanisław jest niezwykłym świadkiem – męczennikiem zespolenia tej wiary z duszą Polaków i rodzenia się tożsamości chrześcijańskiej i narodowej. Paradoksalnie, ta śmierć nie zniszczyła młodego państwa polskiego, lecz bardziej pomogła wykształtować się duchowi narodowemu.

6. Spełnienie losu człowieka – „Tryptyk rzymski”

Poeta nigdy nie może spocząć, ponieważ jego wrażliwość na świat zewnętrzny i jego przeżycia osobiste nieustannie potrzebują uzewnętrznienia. Nie spoczął również Jan Paweł II, kiedy wsiadł do łodzi Piotrowej, by prowadzić Kościół po wzburzonych falach współczesnego świata. Poezja towarzyszyła mu również w Watykanie, w samym centrum Kościoła stając się jeszcze raz sposobem wyrażania tego, co niewyrażalne.
W 2003 roku Wydawnictwo św. Stanisława w Krakowie wydało poemat Jana Pawła II pt. Tryptyk rzymski, przetłumaczony na ponad trzydzieści języków świata . Utwór składa się z trzech części, jakby z trzech wielkich obrazów, albo trzech aktów. Poeta przeprowadza nas przez trzy rzeczywistości, by dotknąć tej ostatecznej, która ciągle jest przed nim. W pierwszej części jesteśmy zaproszeni do wyruszenia w góry i do kontemplowania piękna przyrody. Druga odsłona tryptyku jest wielopłaszczyznowa. Razem z Ojcem Świętym wpatrujemy się we wspaniałe dzieło Michała Anioła: stworzenie człowieka i świata oraz sąd ostateczny. Patrząc na wspaniałe barwy przechodzimy do kontemplowania Księgi Rodzaju opisującej dzieło stworzenia. Na trzecim planie pojawia się refleksja na temat Boga Stwórcy, który stwarza z niczego. On jest odwiecznym widzeniem i wypowiedzeniem. Trzeci akt tryptyku prowadzi nas do Ur chaldejskiego, skąd wyrusza Abraham w swoją wędrówkę wiary.
Jan Paweł II w swoim Tryptyku rzymskim powraca do pierwotnego sposobu wypowiadania się. Przecież poezja i dramat były pierwszym sposobem jego wyrażania przemyśleń na temat człowieka i świata, w którym on żyje. Ojciec Święty po latach nauczania – choćby przypomnieć wielkie encykliki: Redemptor hominis, Dives in misericordia, Dominum et vivificantem – wraca do poezji. Może dlatego, że język symbolu jest bardziej odpowiedni do wyrażenia tajemnicy jaką jest Bóg i człowiek szukający swojego zrozumienia w świecie.
W poezji Jana Pawła II odczuwamy wielką tęsknotę za powrotem do początku, do utraconego raju, gdzie człowiek był blisko Boga. Papież nie proponuje jednak jakiejś romantycznej iluzji. Patrzy na świat, który pozwala mu w swoim pięknie odkryć Boga Stwórcę: „Jakże przedziwne jest Twoje milczenie we wszystkim, czym zewsząd przemawia stworzony świat”. Patrzy na świat sztuki, kolorów i kształtów, który prowadzi go do stwierdzenia, że wszystko, co Bóg stworzył było dobre: „Jest to Księga Rodzaju – Genesis. Tu, w tej kaplicy, wypisał ją Michał Anioł nie słowem, ale bogactwem spiętrzonych kolorów” (Tryptyk rzymski, II,1, s. 512). Realizm autora przejawia się w tym, że widząc piękno początku, dostrzega również grzech, sąd ostateczny i skończoność swojego losu. Wraca do początków wiary, gdzie Abraham, „ojciec wiary” uczy, jak słuchać Boga i wyruszyć w drogę.
Czytając Tryptyk spotykamy się mistrzem słowa, który próbuje pokonać opór wyrazów, by powiedzieć nam o Bogu obecnym we wszechświecie. Używa różnych kolorów, by oddać piękno świata i Jego Stwórcy: zieleń lasu i srebrzystość strumienia. Przestrzeń, w której mieszka Bóg jest pełna światła. Autor Tryptyku jak średniowieczny mistrz chce nas wprowadzić w tajemnicę wszechświata, gdzie Bóg zaprasza do uczestnictwa w stwarzaniu: „On jest Stwórcą: Ogarnia wszystko powołując do istnienia z nicości nie tylko na początku, ale wciąż”. Papież jest jednocześnie mistykiem zachęcającym do kontemplowania nieskończonego piękna i dobra.
W Tryptyku rzymskim powracają tematy podejmowane w młodzieńczej poezji i dramatach, w traktatach filozoficznych (Miłość i odpowiedzialność, Osoba i czyn) oraz w papieskim nauczani: stworzenie człowieka na „obraz i podobieństwo”, obdarowanie zdolnością przekazywania życia, ojcostwo i macierzyństwo, pielgrzymi los człowieka, cierpienie i ofiara. Tęsknota człowieka za bliskością Boga i jednością. Jakby Ojciec Święty chciał dopowiedzieć to, co nie zostało wypowiedziane do końca w encyklikach, wziąć za rękę zaprowadzić do Źródła.
Św. Jan od Krzyża pisał poezje o duszy, która szuka Boga, wyrusza w drogę, przeżywa noce oczyszczeń i zjednoczeniu w ogniu Bożej miłości. Potem wyjaśniał swoje wiersze w traktatach teologicznych. Jan Paweł II proponuje poezję jako dopowiedzenie do papieskich dokumentów, zaproszenie do kontemplacji.
Pierwsza część Tryptyku rzymskiego zatytułowana Strumień jest refleksją nad pięknem przyrody górskiej. Ojciec Święty wprowadza nas w swoje przeżycie gór. Widzimy las, który schodzi w dolinę tworząc zatokę. Ciemna zieleń drzew wyraźnie odcina się od polany. W głębi pojawia się szumiący strumień.
Z poetyckiego obrazu wyłania się Biała Postać. Jakbyśmy się znajdowali w Dolinie Chochołowskiej, albo gdzieś nad Kalatówkami. Papież wsłuchuje się w ciszę. Zachęca do podziwiania górskiej przyrody, do wyruszenia w górę wzdłuż potoku, by na końcu zapytać o Początek tego piękna, o jego Stwórcę: „Zatoka lasu zstępuje w rytmie górskich potoków, ten rytm objawia mi Ciebie, Przedwieczne Słowo” (Tryptyk rzymski, I,1, s. 510). Pierwsza część jest jak preludium do wielkiego dzieła. Poeta wyrusza w drogę idąc w górę górskiego strumienia do źródła. Wędrując wchodzi w samego siebie, gdzie odkrywa tajemnicze miejsce spotkania z Przedwiecznym Słowem. Zatrzymuje się, by doświadczyć tajemnicy początku i zapytać o koniec.
Druga część Tryptyku przenosi nas do Kaplicy Sykstyńskiej. Autor za św. Pawłem przypomina nam, że w Bogu „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Od tego pierwotnego doświadczenia naszej egzystencji Ojciec Święty pyta, kim On jest – Ten, który daje życie. Jest On Słowem, które wyznacza początek wszystkiego. Jest zasadą i pierwotnym archetypem, który odnajdujemy w każdym stworzeniu: „On – pierwszy Widzący – Widział, odnajdywał we wszystkim jakiś ślad swej Istoty, swej pełni – Widział: Omnia nuda et perta sunt ante oculos Eius” (Tryptyk rzymski, II,1, s. 511). W Słowie Boga kryje się cały świat ożywiony i nieożywiony, który był i który będzie w nieznanej przyszłości. Księga Rodzaju wyraziła tajemnicę istnienia i stworzenia w słowach. Michał Anioł wyraził ją w cudownych kolorach na suficie Kaplicy sykstyńskiej.
Razem z Ojcem Świętym stajemy na progu „Sekstyny” podziwiając piękno obrazów wykonanych przez Michała Anioła. Oddzielenie światła od ciemności, powstanie mórz i oceanów, stworzenie człowieka: „Tak więc to tu – patrzymy i rozpoznajemy Początek, który wyłonił się z niebytu posłuszny stwórczemu Słowu; Tutaj przemawia z tych ścian” (Tryptyk rzymski, II,1, s. 513). Spojrzenie na stworzenie świata rodzi w sercu Papieża pytanie o Stwórcę. Teraz Biały Przewodnik każe nam stanąć na progu Księgi Rodzaju i podziwiać dobro i piękno Boga stwarzającego świat i człowieka. To piękno Michał Anioł oddał wielością spiętrzonych kolorów.
Stwarzając człowieka Bóg wpisał w jego serce swój obraz i podobieństwo: wolność, zdolność do kochania i przekazywania życia, rozumność. Wszystkie te dary były dobre i wskazywały na Boga-Stwórcę: „<I widział Bóg, że było dobre>. Widział, odnajdywał ślad odblask we wszystkim, co widzialne” (Tryptyk rzymski, II,2, s. 514). Całe stworzenie, a szczególnie człowiek jest wspaniałym dziełem Boga, odzwierciedlającym Jego wielkość i dobroć. W oczach Boga wszystko było dobre i niewinne, dlatego pierwsi rodzice byli nadzy i nie odczuwali wstydu. Posiadali czyste spojrzenie i „wszystko było odkryte i odsłonięte” przed ich oczyma. Poznawali świat w Bogu. On, który jest „Komunią Osób” odzwierciedlił swoją jedność stwarzając człowieka jako mężczyznę i niewiastę, przeznaczając ich do jedności poprzez wzajemne dopełnianie się i obdarowywanie: „Został im przez Boga zadany dar. Wzięli w siebie – na ludzką miarę – to wzajemne obdarowywanie, które jest w Nim” (Tryptyk rzymski, II,3, s. 515). Doświadczali jedności w ojcostwie i macierzyństwie sięgając początku, uczestniczą w tajemnicy stworzenia.
Grzech przesłonił czyste widzenie i wprowadził niepokój w tę rzeczywistość. Dzieje świata pokazują, że w tym dobrym świecie jest obecne również zło. Autor „Tryptyku rzymskiego” zauważa, że w pięknym obrazie Michała Anioła pojawia się wąż, który wprowadza nieporozumienie odbijające się na twarzy Adama i Ewy, wzajemne oskarżanie. Grzech obnażył wszystko, a niewinna nagość pierwszych rodziców stała się bezbronnością wobec śmierci.
Momentem kulminacyjnym drugiej części, dopełniającym obrazu stworzenia, opisywanego przez autora Tryptyku jest Sąd. Obraz ten dominuje nad całą poetycką wizją drugiej części. Jest to kres i szczyt przejrzystości. Nie wszystko umiera, lecz człowiek staje przed tym, który jest Panem życia i śmierci. On jest Sędzią, który zna początek i koniec: „Non omnis moria. To co we mnie niezniszczalne, teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest!” (Tryptyk rzymski, II,4, s. 517). W Chrystusie-Słowie człowiek znajduje sens swojej historii od stworzenia, przez grzech aż do Odkupienia, ponieważ „wszechświat wyłonił się ze Słowa i do Słowa powraca”.
Z refleksji nad pięknem świata Ojciec Święty prowadzi nas do refleksji nad przemijaniem, które znajduje swoje dopełnienie w nieprzemijającym Bogu. Prawdę o przemijaniu odnosi do siebie. W tej kaplicy po jego śmierci zbiorą się kardynałowie i wybiorą jego następcę: „I tu właśnie u stóp tej przedziwnej sykstyńskiej polichromii zbierają się kardynałowie – wspólnota odpowiedzialna za dziedzictwo kluczy Królestwa” (Tryptyk rzymski, II,4, s. 518). Rozważając prawdę o początku i końcu ludzkiego życia Papież dochodzi do momentu, kiedy uświadamia sobie swoją śmierć. Snujący refleksję nie popada w przerażenie. Jest pełen niezwykłego realizmu i odwagi płynącej z wiary, że nie wszystko kończy się na ziemi. On też odejdzie, ale po nim przyjdą kardynałowie, którzy wybiorą nowego Piotra. On zatroszczy się o „dziedzictwo kluczy”. W tym następowaniu życia i śmierci Autor widzi „przejrzystość dziejów”.
W trzeciej części „Tryptyku”, zamykającej refleksję Jana Pawła II pojawia się Ur Chaldejskie i Wzgórze Moria, związane z biblijnym Abrahamem. Jest on symbolem człowieka wędrującego przez ziemię, który uwierzył obietnicy i doświadczył obecności „Niewidzialnego”. Przyszedł do niego w osobie Trzech Przybyszów: „Było Przybyszów Trzech, których przyjmował z wielką czcią. Abram zaś wiedział, że to On, On jeden. Rozpoznał głos. Rozpoznał obietnicę. W rok później cieszyli się oboje z Sarą narodzinami syna” (Tryptyk rzymski, III,2, s. 520). Abram, który uwierzył słowu Boga otrzymał nowe imię – Abraham i stał się znakiem Boga obecnego pośród swojego ludu. On poszedł jeszcze dalej, gdyż nie zawahał się oddać Bogu swojego Syna Izaaka na Wzgórzu Moria. Abraham stał się zapowiedzią doskonałej ofiary jaką złożył Bóg Ojciec ze swojego Syna Jezusa Chrystusa. Bóg z miłości dał swojego Syna: „Bo Bóg Abrahamowi objawił, czym jest dla ojca ofiara własnego syna – śmierć ofiarna. O Abrahamie – tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swojego dał, aby każdy, kto w Niego uwierzył, miał żywot wieczny” (Tryptyk rzymski, III,4, s. 523). Abraham zawarł przymierze ze Słowem Przedwiecznym i w ten sposób stał się znakiem dla wszystkich wędrowców idących przez ziemię.
„Tryptyk rzymski” jest niezwykle dojrzałą refleksją Jana Pawła II nad swoim losem i nad sensem życia człowieka – wędrowca idącego przez świat. Jest on rozpięty między początkiem i śmiercią, które nabierają nowego sensu dzięki Słowu – Jezusowi Chrystusowi, który będąc Początkiem i Końcem, Alfą i Omegą, dotknął jednocześnie śmierci. W tej wędrówce przez ziemię człowiek otrzymał od Boga wiarę, którą jako pierwszy ukazał Abraham. Ona jest przewodniczką przez pustynię świata i jedynym punktem odniesienia pośród przemijania czasu i form.

Poezja dojrzałych lat ks. kard. Karola Wojtyły a potem Ojca Świętego Jana Pawła II niesie w sobie doświadczenie spełnienia w wierze, które wyraża się w zaakceptowaniu swojego losu, radości i smutków, niepokojów i pytań wiary. Poeta, jak Abraham staje odważnie wobec wyzwań losu. Jasno nazywa miejsca, w których dotknął go Chrystus swoją obecnością. Idzie odważnie na spotkanie z przeciwnościami i trudnościami, przekonany do głębi, że jest prowadzony przez Tego, który jest Mistrzem i Przyjacielem.

Scroll to Top